Tym razem cios był naprawdę bolesny, celny.

- Dobrze, Lucienie, pozwolisz mi już odejść?
- No to powiedz, dlaczego - zaproponowała, choć wewnętrzny głos ostrzegał, by tego nie robiła.
Zatrwożony odskoczył gwałtownie.
- W każdym razie bardzo wyraźnie to zasugerował.
Im więcej czasu spędzali jednak razem, tym trudniej było się rozstawać. Im więcej czułości sobie dawali, tym bardziej byli siebie spragnieni. Stawali się zachłanni. I lekkomyślni. Gloria ważyła się na rzeczy, które jeszcze niedawno nawet ona uznałaby za ryzykowne.
kolorze jak bombiasta suknia jej matki.
- Naprawdę? - zdziwiła się dziewczyna. - Dziękuję, Lucienie.
Puściła mimo uszu kąśliwą uwagę.
- Nie są ci potrzebne - odparł sucho. - Sama zobacz.
- Idziemy - warknął ze złością i pociągnął ją w stronę samochodu.
- Nie wiem.
- Lucienie?
sprytniejsza. Cały czas myślałem, że pomyliłem okna.
nie zdążyło jeszcze uśmiercić dopiero co obudzonych do

Uświadomił sobie raptem, że nadal trzyma

- Że jeśli nie dochowa się pan dziedzica, pańska fortuna i tytuł przypadną dzieciom
- Jeśli umrze pani na zapalenie płuc, będę musiał szukać innej guwernantki -
Musi tylko porozmawiać z nim, zanim matka opowie mu swoją wersję.

- Nic, tatku - szepnęła smutno. Phiłip zamyślił się na chwilę, a ona modliła się w duchu, by zadał jej jakieś pytanie i zmusił do wykrztuszenia prawdy. On jednak milczał, a kiedy odezwał się w końcu, w jego głosie dosłyszała fałsz:

czas! Pani Fields była już u kresu sił.
Jego język nie ustawał w intensywnych pieszczotach, więc zagryzła wargi, by nie krzyczeć z rozkoszy, co mogłoby zwrócić uwagę służby hotelowej. Przez chwilę dziwiła się, że mogła pozwolić na to zupełnie obcemu człowiekowi. Po chwili jednak przestała myśleć o czymkolwiek. Bryce okazał się wymarzonym kochankiem. Kiedy uniósł jej nogę i oparł na swoim ramieniu, poddała się rozkoszy. Osunęła się na podłogę, by znaleźć się między jego udami.
Z trudem zapanowała nad sobą. Modliła się całe życie, żeby dzień taki jak ten nigdy nie nadszedł. Skoro jednak nadszedł, musiała stawić czoło Złu.

Siostra Marguerita westchnęła.

- Jak sobie życzysz. - Zobaczył stajennego. - Vincencie, przyprowadź powóz.
- Tak?
Alexandra zmarszczyła brwi.